Brak motywacji? Złap za siekierę! Siekiera, mężczyzna, drewno, porąb, spal, motywacja

Tryb życia, jaki prowadzi współczesny mężczyzna, jest sprzeczny z tym, co podpowiada mu serce. Niekończące się godziny przed ekranem komputera, spotkania, notatki, telefony. Świat biznesu wymaga od mężczyzny, żeby był on efektywny i punktualny. Polityka przedsiębiorstwa nastawiona jest na jeden cel: chodzi o to, by zaprząc mężczyznę do pługa i sprawić, by produkował. Jednak dusza nie chce być zaprzężona! Ona nic nie wie o zegarach odmierzających dniówki, ostatecznych terminach czy wykazach zysków i strat. Tęskni za pasją, za wolnością, za życiem. Mężczyzna musi czuć rytm ziemi, musi mieć pod ręką coś namacalnego – ster, szorstką linę albo po prostu łopatę”.

 

Znajdź motywację

Zainspirowany książką Johna Eldredge’a „Dzikie serce”, z której pochodzi powyższy cytat, postanowiłem problem mojego klienta ugryźć z innej strony. Chodziło o to, że nie potrafił się on zabrać do pracy nad swoim doktoratem. Różne środki motywacyjne na dłuższą metę się nie sprawdzały. Ale w trakcie jednej z rozmów wróciłem do jego własnych słów, rzuconych niby ot tak, gdy wspomniał o chęci rąbania drewna. Czasem wyłapywanie pozbawionych pozornie znaczenia zdań ma sens. Moja intencja była następująca – może jeśli odzyskasz kontakt ze swoją męską naturą, torpedowaną przez współczesny, biurowy tryb życia, ruszysz też z rozprawą naukową? Jako krok do wykonania, który ode mnie dostał – po prostu wyjedź gdzieś, chwyć za siekierę i porąb drewno! Klient zrobił to, co mu zaproponowałem, a w efekcie przysiadł do doktoratu.

 

Wypal swoje imię

Nie wiem, jak to wygląda w przypadku kobiet, ale mężczyzna czuje się na swoim miejscu wtedy, gdy podejmuje działania na ogół spoza dziennego, biurowego rozkładu jazdy. Jak z tym drewnem. Co więcej, dzięki aktywnościom fizycznym, które pozwalają nam się wyżyć, odpowiadamy na codzienne napięcia. Gdy nasz mózg spostrzeże niebezpieczeństwo, automatycznie zaczynają się wydzielać hormony – adrenalina i kortyzol – które przełączają nas w tryb „walki” lub „ucieczki”. Ratował on naszych przodków przed zranieniem lub śmiercią, ale w warunkach współczesnych sprawia nam pewien kłopot – faktycznego zagrożenia często nie ma (jest jedynie nasze subiektywne postrzeganie zagrożenia), reakcja organizmu pozostała. Reakcja jak najbardziej naturalna, dodajmy, ale powodująca m.in. napięcie mięśni, zmiany w trawieniu czy uczucie wycieńczenia (jako efekt ciągłego karmienia się adrenaliną). Pomocny może być wspomniany wysiłek fizyczny – poprzez szybsze krążenie krwi organizm oczyszcza się z adrenaliny i kortyzolu, uwalniają się endorfiny – hormony odpowiadające za dobre samopoczucie, za sprawą większej ilości krwi dostarczanej do tkanek zmniejsza się napięcie w ciele, a dzięki wzrostowi aktywności większości układów w naszym organizmie, usprawnia się jego funkcjonowanie. Jak podaje dr hab. Sylwiusz Retowski, aktywność fizyczna wpływa na zanikanie poczucia depresji i zmęczenia.

 

Kontakt z naturą

Znaczenie ma też ruch na świeżym powietrzu i kontakt z naturą. Oprócz oczywistego zysku, jakim jest dotlenienie mózgu, przebywając wśród odgłosów zwierząt, czując zapach lasu, widząc otaczającą nas zieleń, siłą rzeczy przenosimy się na poziom odczuwania zmysłami – z zaprzątniętej problemami głowy do ciała. Dzięki zmysłom wzroku, słuchu, powonienia, smaku i dotyku możemy przebywać w danej chwili, przedłużać jej odczuwanie, nastawiać się na odbiór, cieszyć się danym momentem. To właśnie wtedy udaje się wreszcie zatrzymać, o ile potratujemy daną aktywność „bezcelowo”, wyłącznie dla przyjemności. Gdy alokujemy spędzanie czasu w relacje z innymi lub w siebie, ale nie traktujemy tych chwil zadaniowo, czas płynie wolniej. Dzieje się tak dzięki skoncentrowaniu na byciu „tu” i „teraz”. I w odwrotną stronę – jeśli do takiego wyjazd na łono natury podejdziemy w duchu „muszę teraz wypocząć, daję sobie na to jeden dzień”, dalej będziemy pędzić.

 

Powrót do siekiery

Nie namawiam do rzucenia pracy w korporacji. Raczej do odnalezienia motywacji do codziennych aktywności szukając jej poza korporacyjną orką. „Dobra siekiera to coś, na czym warto wypalić swoje imię” (Lars Mytting „Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie”). Chrześcijaństwo imię rozumie nie tylko jako identyfikację danej osoby, ale przede wszystkim jako jej tożsamość. Ta tożsamość może być czasem stłumiona, ale całkowicie nie znika nigdy. „Przez wiele tysięcy lat siekiera była najważniejszym sprzętem człowieka – bronią, narzędziem i symbolem statusu. Współcześnie jednak często stoi w kącie garażu, pordzewiała i tępa” – pisze Mytting. Pójdziesz po swoją?

Opanuj stres i odzyskaj równowagę z programem Spirolife Balance!

mm

Łukasz Kuśmierz

Z wykształcenia politolog i dziennikarz. Przed dołączeniem do Spirolife pracował w mediach i zajmował się szeroko pojętą komunikacją. Cechuje go analityczne podejście do problemu i konsekwentne trzymanie się drogi do osiągnięcia celu. Jest dobrym słuchaczem, charakteryzującym się rozwiniętą empatią, wrażliwością i zrozumieniem. W Spirolife jest health partnerem w programach: Spirolife Detox oraz Spirolife Balance.

Brak motywacji? Złap za siekierę!
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Komentarze

  • 23 grudnia 2016 z 09:23
    Permalink

    Ta propozycja sprawdzi się też w przypadku kobiet. Ja osobiście lubię tego typu działania, proste a jednocześnie wymagające koncentracji. To pozwala mi oderwać głowę od wszystkich zmartwień 🙂 Polecam każdemu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *