Dziś na warsztat, a właściwie na widelec wezmę bób. Nie byłabym jednak sobą, gdybym przed konsumpcją nie wzięła go pod lupę, żeby wiedzieć z czym i czy w ogóle warto go jeść. Mam tak, że gdy coś odkryję chcę poznać historię produktu, i w tym przypadku przekonałam się, że warto. Bób znałam zawsze jako gotowane, niezbyt ładnie pachnące i mało estetycznie wyglądające coś, co pojawiało się na początku wakacji i przypominało większą fasolę. Nie rozumiałam sensu jedzenia tego czegoś i bawienia się w obieranie ze skórek, stanowczo odmawiałam, gdy mnie częstowano. Jakiś czas temu zaserwowano mi sałatką z tą dziwną fasolą. Nie elegancko było grzebać w talerzu wiec spróbowałam … i wpadłam :). Nie dość, że interesująco smakowała to jeszcze swoim świeżym, zielonym kolorem (bez skórki) urozmaicała sałatkę. Wtedy postanowiłam zainteresować się tym, co jeszcze mogę zrobić z bobu i czym on właściwie jest.

Na początek troszkę historii

Nie wiadomo skąd pochodzi, ale przyjmuje się, że bób został sprowadzony z Bliskiego Wschodu. Jego nasiona odnaleziono w ruinach Troi. Rzymianie cenili go najbardziej spośród roślin strączkowych. W czasach biblijnych, mąki z bobu dodawano do pieczenia chleba. Był pokarmem, który umożliwiał długie przetrwanie w obleganych twierdzach.

Oczywiście dla zdrowia

Jest  świetnym źródłem białka i alternatywą dla mięsa, dodatkowo wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym co powoduje obniżanie stężenia cholesterolu LDL we krwi. Ma bardzo dużo rozpuszczalnego błonnika i na długo daje uczucie sytości. Mimo, że jest dość kaloryczny (100g ugotowanego bobu to 110kcal) to ma niewielką zawartość tłuszczu. Polecany jest dla osób, które chcą zrzucić nadprogramowe kilogramy, bo poza tym, że długo nie jesteśmy głodni, zawarty w nim kwas foliowy i witaminy grupy B wspomagają funkcjonowanie układu nerwowego przez co łatwiej przetrwać kryzys w czasie odchudzania. Kwas foliowy jest również bardzo cenny dla kobiet w ciąży. Jednak, ponieważ gotowany bób ma wysoki indeks glikemiczny, nie powinny go spożywać panie, które mają cukrzycę ciążową oraz diabetycy. Konsultować jego spożywanie powinni także ci, którzy cierpią na dnę moczanową, a także przyjmujący leki przeciwdepresyjne. Wszyscy inni szczęściarze mogą cieszyć się jego ciekawym smakiem i wartościami.

I dla podniebienia

Co przygotować z bobu? Jedną z moich ulubionych postaci jest pasta, coś na podobieństwo hummusu. Taka forma bardzo popularna jest na Bliskim Wschodzie i w Afryce, gdzie ten strączek dostępny jest na każdym straganie, jednak najczęściej suszony, jak u nas groch czy fasola. Robią z niego zupy, gulasze oraz ful (egipska pasta z bobu). Swoją droga właśnie sobie przypominam, że w zeszłym roku spotkałam suszony bób w jednym z popularnych sieciowych marketów. Ale wracając do mojej pasty, ja  po prostu miksuję ugotowane i obrane ziarna z kilkoma suszonymi pomidorami i odrobiną zalewy na gładką konsystencję i gotowe. Smaruję nią grzanki lub maczam w niej słupki marchewki. Można go przyrządzić, jak tradycyjny hummus lub wedle własnej fantazji. W necie znajdziecie mnóstwo inspiracji. Moja mama robi pyszne pierogi z bobem, a przyjaciółka sałatkę z fetą. Ja w tym sezonie stawiam na zupę krem. A wy jakie macie pomysły?

Aha… i jeszcze ciekawostka. W latach 1910-1913 z siewek bobu wyizolowano aminokwas – lewodopę. Od 1961 roku stosuje się ją w terapii choroby Parkinsona.

 

 

mm

Agnieszka Wielocka

Z wykształcenia kosmetyczka i makijażystka. Odbyła również wiele szkoleń i kursów z zakresu dietetyki. Kilka lat pracowała w salonie SPA, gdzie zyskała bogate doświadczenie w pracy z ludźmi. Wierzy, że w modyfikacji nawyków żywieniowych małe zmiany mają ogromne znaczenie. Pracuje jako health partner w programach Spirolife Slim oraz Spirolife Active oraz jako Bellfemina Assistant w programie dedykowanym kobietom.

Na widelec wezmę bób
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *