Tomek Zastawny jedzie do Londynu. Uczestnik Spiropharm Marathon Project już w kwietniu pobiegnie w słynnym World Marathon Majors. Czy od razu pokochał bieganie? Jaką koronę nosi na głowie? Kiedy przybija piątki? Co motywującego wydarzyło się podczas jego pierwszego maratonu? Dowiecie się, jak przeczytacie rozmowę z Tomkiem.

Spiropharm: Jak to wszystko się zaczęło? Skąd się w twoim życiu wzięło bieganie?

Tomek Zastawny: Nigdy nie lubiłem biegać. Uważałem, że to nudny i monotonny sport. Aż do czasu, kiedy kolega z pracy po wielu namowach zaciągnął mnie na ścieżki biegowe. Nie była to miłość od pierwszych biegowych kroków, ale po kilku treningach pokochałem moje buty do biegania. I tak dzięki koledze Mariuszowi biegam od kilku lat.

Generalnie sport był obecny w moim życiu od małego chłopca, co było zasługą moich rodziców. W wieku 3 lat zacząłem jeździć na nartach, a jak miałem 8 lat zafascynował mnie tenis ziemny, który uwielbiam do dzisiaj.

Biegasz od kilku lat. Pamiętasz swój pierwszy trening?

Pierwszy trening biegowy zrobiłem 5 lat temu. Pamiętam to do dzisiaj, te 2 km, które doprowadziły mnie prawie do zawału serca ;). Ale nie poddawałem się, w miarę systematycznie zakładałem buty do biegania i wychodziłem do parku biegać.

Pojawił się pomysł pobiegnięcia w zawodach na 5 km. Pomimo, że nie osiągnąłem nadzwyczajnego czasu, to na mecie ogarnęła mnie euforia i wtedy po raz pierwszy pomyślałem o przebiegnięciu maratonu.

Pomyślałeś i przebiegłeś – i to niejeden maraton. Pochwal się swoimi sukcesami biegowymi.

Niewątpliwie największym moim sukcesem jest zdobycie Korony Maratonów Polskich, czyli ukończenie 5 maratonów (Kraków, Wrocław, Poznań, Dębno, Warszawa) w ciągu 2 lat. Każdy z tych maratonów był inny, prawie po każdym mówiłem, że to mój ostatni.

Zdobyłeś Koronę Maratonów Polskich, przebiegłeś w ciągu dwóch lat pięć królewskich dystansów. To nie jest łatwe, to walka do ostatniego kilometra. Wiesz dobrze co to znaczy mierzyć się z własnymi słabościami fizycznymi i psychicznymi. Skąd bierzesz siłę i motywację?

Mój 5-letni syn jest moją motywacją. To jest mój największy kibic, a kiedy widzę, jak się cieszy, kiedy dobiegam do mety, kiedy wieszam mu medal na szyi, to powoduje, że chce mi się dalej biegać i zdobywać kolejne trofea.

Motywują mnie również jasno postawione cele. Kiedy wiem, że mam zawody w danym okresie, potrafię wyjść na trening nawet przy 15-stopniowym mrozie, padającym śniegu i deszczu

A kryzys? Jak sobie z nim radzisz na trasie?

Nie mam jakiegoś konkretnego sposobu na radzenie sobie z kryzysem na trasie. Każdy bieg jest inny, każdy kryzys wygląda inaczej i jest powodowany różnymi okolicznościami. Uwielbiam muzykę oraz doping kibiców, zwłaszcza tych najmłodszych, którzy często stoją długie godziny i czekają na przybicie „piątki” z kolejnym biegaczem. I tak, dobra muzyka oraz radość dzieciaków po przybitej piątce, często wyciągały mnie z kryzysu.

Zdarzyły Ci się jakieś zabawne, ciekawe lub nietypowe historię związane z bieganiem? Opowiesz?

Podczas pierwszego mojego maratonu, na 30 kilometrze dopadł mnie ogromny kryzys. Nie mogłem biec i wtedy podbiegł do mnie miły, starszy pan. Powiedział mi: jak ja mogę biec, to ty też możesz. I na kilka kilometrów podczepiłem się do pana Stanisława, który opowiedział mi o swoim bieganiu. To był jego 88 maraton i mówił, że chce dobić do setki. Wtedy miał 74 lata, a zaczął biegać w wieku 50 lat. To była dla mnie bardzo motywująca historia i dzięki niej dotarłem do mety.

Motywująca i piękna historia, być może zainspiruje także naszych czytelników. Masz jakieś motto? Postaci albo historie, które Cię inspirują?

„Marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia” – Jakub Bączek. Marzenia są jak cele, do których się dąży krok po kroku, dzień po dniu. Systematycznie. Czasem wbrew wszystkim i wszystkiemu. Możesz mieć wielkie marzenia i plany. Możesz marzyć o czymkolwiek chcesz, ale jeśli za tym nie idą działania, to twoje marzenia się nie spełnią. Ja spełniam swoje marzenia. Jednym z nich był udział w London Marathon.

Twoje sukcesy to wynik twojej samodzielnej pracy, czy także innych osób? Masz trenera? Jak wyglądają Twoje treningi?

Od ponad roku jestem członkiem klubu AZS AWF Kraków Masters. Trenujemy w grupie zapalonych biegaczy pod czujnym okiem doświadczonych trenerów: Darka Kaczmarskiego, Marysi Sławik, Grzegorza Sudoła, Joanny Gradek i Konrada Rembiasza. Ich wiedza i doświadczenie sprawiają, że jestem coraz lepszym biegaczem. Zdarzają mi się samotne wycieczki biegowe, ale zdecydowanie preferuję biegać w grupie.

Preferujesz bieganie w grupie. A jakie bieganie lubisz najbardziej?

Preferuję biegi uliczne, ale coraz bardziej ciągnie mnie w góry.

Jak na Twoje bieganie reagują koledzy i koleżanki z pracy? A w ogóle co robisz na co dzień?

Na co dzień prowadzę własną działalność gospodarczą. Jestem doradcą finansowym i pomagam klientom spełniać marzenia o własnym mieszkaniu lub domu. Współpracownicy bardzo mi kibicują i zawsze trzymają za mnie kciuki. Zachęcam ich również do biegania – może kiedyś stworzymy firmowy team biegowy.

Trzymamy kciuki za wasz biegowy firmowy team. Czy wszystko kręci się wokół biegania? Masz jakieś inne hobby? Co robisz w wolnym czasie?

Wolny czas staram się poświęcać mojej rodzinie, która jest dla mnie bardzo ważna. Uwielbiam z żoną i synem spacerować po parku, grać w piłkę i jeździć na rowerze. Często razem wychodzimy na basen. Generalnie aktywnie spędzamy razem czas. Bardzo lubię też gotować – moim popisowym daniem jest pizza.

Dlaczego Spiropharm Marathon Project? Co Cię skłoniło do udziału w tym projekcie?

Po zdobyciu Korony Maratonów Polskich pomyślałem, że fajnie by było pobiec maraton za granicą. Zacząłem szukać informacji w internecie i tak trafiłem na Spiropharm Marathon Project. Zgłosiłem się i udało się – jadę do Londynu! Moim marzeniem jest przebiegnięcie wszystkich maratonów z cyklu World Marathon Majors. 23 kwietnia dzięki wam postawię pierwszy krok do zrealizowania tego marzenia.

Na bieżąco zrelacjonujemy to wydarzenie. Jak to będzie, kiedy przekroczysz metę w Londynie?

Oczami wyobraźni widzę, jak biegnę koło Buckingham Palace, a na mecie będzie czekała na mnie Królowa Elżbieta, żeby mi wręczyć medal i pogratulować ukończenia biegu 😉 Zapewne będę zmęczony, ale zarazem szczęśliwy, bo wiem, że będzie na mnie czekać moja motywacja, czyli mój syn i żona. Opowiem im, jak było pięknie i zapytam czy polecą ze mną do Nowego Jorku na kolejny maraton.

Cel na Londyn?

Oczywiście, chciałbym poprawić swój rekord życiowy, ale przede wszystkim mieć dużą satysfakcję z biegu i pobytu w tym pięknym mieście.

mm

Ewa Stępień

Certyfikowany trener i coach. Ma za sobą kilkanaście lat pracy w mediach jako dziennikarz medyczny. Zdrowym odżywianiem fascynuje się od kilku lat. Ukończyła kurs dietetyki. Trenuje tai-chi, biega i pływa. Autorka wielu tekstów na temat zdrowego stylu życia na łamach czasopism takich jak Benefit i Focus oraz portalu polki.pl. Zarówno u siebie, jak i u innych skupia się na mocnych stronach. Dostrzega drobne, codzienne sukcesy. Jako health partner pracuje w programie Spirolife Slim oraz Spirolife Active.

Jak ja mogę biec, to ty też możesz
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *