Biegam Gosia Pazda - Pozorska to zwyciężczyni rekrutacji na Chicago Marathon. Gosia ma 34 lata, mieszka w Kobylnicy i pracuje w Centrum Rehabilitacji w Słupsku. Poznajcie Gosię i jej historię.Gosia Pazda – Pozorska to zwyciężczyni rekrutacji na Chicago Marathon . Gosia ma 34 lata, mieszka w Kobylnicy i pracuje w Centrum Rehabilitacji w Słupsku.

Spiropharm: Cześć Gosia, powiedz nam skąd wzięła się u Ciebie pasja związana z bieganiem. Jak to się wszystko zaczęło?
Muszę się cofnąć do października 2013 roku, kiedy to zgodnie z obejrzaną reklamą w TV, wstałam z fotela. Była to reklama obuwia sportowego, nie pamiętam jakiej marki. Z telewizora usłyszałam: ”jak wstałaś z fotela, to przebiegnij pierwszy kilometr…potem zapisz się na pierwszy bieg uliczny…aż przebiegniesz maraton”. W jednej sekundzie bez żadnych przygotowań, ubrałam się i poszłam pobiegać. Stwierdziłam: „TAK, Ja przebiegnę ten maraton! ” – to było moje postanowienie na rok 2014. Pod wpływem chwili zapisałam się na bieg uliczny na 10km – Bieg Niepodległości w Gdyni. Systematycznie biegając, udało mi się przebiec pierwsze w swoim życiu 10km z czasem 49:07. Potem były kolejne dystanse i półmaratony. We wrześniu 2014 roku z czasem 3h:18min zrealizowałam swój główny cel i przebiegłam PZU Maraton Warszawski, a uzyskany wynik przerósł moje najśmielsze oczekiwania. W tej chwili uświadomiłam sobie, że moje postanowienie było jedynie iskierką do wielkiej, życiowej pasji, której tak długo szukałam…

Dużo biegasz, ilość Twoich starów jest imponująca. Skąd bierze się taka siła i motywacja do działania?
To endorfiny mnie niosą. One uzależniają. Uwielbiam startować dla samego klimatu, dla widoku uśmiechniętych ludzi bawiących się życiem w zdrowiu. Ta atmosfera podczas zawodów tak napędza bieg, że chce się więcej i częściej w niej trwać 🙂

Jak wyglądają Twoje treningi? Trenujesz sama czy masz trenera?
Nie znam się na bieganiu. Nie jestem po AWF, nie mam w tym kierunku wykształcenia, także uważam że są od tego specjaliści a ja pragnę tylko jednego- nie mieć kontuzji. Dlatego od zawsze kiedy biegam, od tego momentu „wstania z fotela” jestem zawsze na planie, korzystałam z harmonogramów dostępnych w internecie. Z czasem jak poznawałam świat biegowy, nowych znajomych, trafiłam na Pawła Grzonkę który zaczął mi w tym pomagać.

Dlaczego Spiropharm Marathon Project? Co Cię skłoniło do udziału w tym projekcie?
Mój kolega Kuba. Napisał do mnie, że szukają osób do tego projektu o czym dowiedział się z Facebooka, a ponieważ zna moją historię uważał że jest to idealnie coś dla mnie. Postanowiłam wysłać formularz i spróbować szczęścia 🙂

„Opowiedz nam swoją historię i spełnij marzenie o starcie w maratonie” Pod takim hasłem prowadziliśmy rekrutację. Wiemy już, że Chicago było Twoim marzeniem, a Twoja historia?
Historia biegania to jak już wiecie, rozpoczęła się od reklamy w telewizji. Jednak zanim zaczęło się bieganie, był oczywiście wcześniej sport blisko mnie. Były rolki, jazda konna, kitesurfing, snowboard, narty itp. Ciągle szukałam czegoś dla siebie, czegoś co dałoby mi możliwość czerpania radości z wysiłku z życia. Zaczęło się to 19 września 2008 roku, kiedy przeżyłam śmierć kliniczną. Gdy wyszłam ze szpitala, stanęłam na deszczu płacząc ze szczęścia, że może on na mnie padać. Wiedziałam że moje życie będzie od tej chwili wielką zabawą. Że trzeba łapać wszystkie chwile wykorzystując je do maksimum. Zdarzenie które przeżyłam było następstwem błędu ludzi, „ok. 5 min bez oddechu i bez krążenia, zapaść” tak wpisane mam w dokumentacji. Bardzo długo miałam żal do tych osób, za to co się wydarzyło. Jednak z perspektywy czasu wybaczyłam. Może dziwnie to zabrzmi, ale może powinnam podziękować, dlatego że dostałam nowe życie, a raczej nową szansę spojrzenia na nie. Miałam w życiu każdą rękę i każdą nogę złamaną, nie ruszam małym palcem prawej stopy do dzisiaj. Urodziłam córeczkę przez cesarskie cięcie, które uratowało moje życie. Następnie przeszłam operację przepukliny pępkowej, po której miałam poważne komplikacje, a to oznaczało kolejne dwie operacje w pełnej narkozie. Nie zawsze było kolorowo. Pół roku temu, w grudniu, podczas przejażdżki konnej po lesie, mój koń spłoszył się i spadłam. Znaleziono mnie nieprzytomną. Miałam poważny uraz głowy i innych części ciała, wstrząs mózgu, utratę pamięci, nawet nie pamiętałam że mam córkę, ciężko aż wspomnieniami wracać mi do tych chwil, chwil walki ze swoją równowagą. Znajomi wychodzili ze mną jak z pieskiem na spacerki żebym zaczęła samodzielnie chodzić – było ciężko, ale jak widać jakoś się pozbierałam. Kiedy upadam, zawsze się podnoszę, bo mam marzenia, jestem zawzięta i dążę do ich spełnienia. 31 stycznia 2016 roku, czyli już w półtora miesiąca od zdarzenia pobiegłam maraton Bieszczadzki zajmując 3 miejsce. Kolejne starty i rosnąca na nowo moc motywowała, dając kolejne sukcesy. Zapraszam na mój fanpage na FB „Biegiem przez życie Gosia Pazda-Pozorska” na którym możecie bliżej poznać mnie jak i moje starty.

Czy zdarzyły Ci się jakieś zabawne, ciekawe historie związane z bieganiem?
Oj często 🙂 Przychodzi mi do głowy np. Półmaraton Szczecin 30 sierpnia 2015 roku, podczas biegu ścigałam się z prowadzącymi dziewczynami, a one nagle skręciły bo pojawił się napis „bieg na 10 km w lewo”, „półmaraton w prawo”. Okazało się, że jestem pierwsza, po prostu nie wiedziałam że równocześnie odbywa się bieg na dychę 😉 Inna historia, kiedy finiszowałam na pierwszym maratonie w życiu, i na ostatnich metrach odwracam się i pokonuję Tomasza Lisa.

Jak radzisz sobie z kryzysem na trasie?
Na trasie zawsze motywują mnie osoby niepełnosprawne, o kulach, czy też na wózkach inwalidzkich. Z racji swojej pracy (mgr fizjoterapii, w zawodzie od 13 lat) mam ogromną świadomość, jak bardzo chcieliby być na moim miejscu. Dlatego jeśli mnie zapytacie o czym myślę kiedy mam kryzys na trasie…to właśnie o nich i o swoich pacjentach oraz o tym, że cudem jest to że żyję. Więc nie mam prawa narzekać na zmęczenie.

Chciałabyś o jakiejś konkretnej inicjatywie opowiedzieć?
Oczywiście 🙂 Kiedy rozpoczynałam bieganie kompletnie nikt z moich znajomych tego nie robił. Stworzyłam więc grupę biegową: „Night Runners Słupsk” – z myślą o swoich potrzebach i dla towarzystwa, które chciałam mieć podczas treningów. Jest to grupa amatorów, takich jak ja. Spotykamy się regularnie. Pomysł narodził się niedługo po moich pierwszych zawodach. Mąż oglądał program „dzień dobry TVN” w którym mówili, że szukają koordynatorów do różnych miast, opowiedział mi o tym i… zgłosiłam się oczywiście 🙂 Tak oto, mam wspaniałą ekipę dzięki której mogę zarażać kolejne osoby biego-wirusem, a szczególnie te początkujące, które dają mi największą satysfakcję 🙂

Pracujesz jako fizjoterapeuta. Jak to przekłada się na Twoją pasję? Jak odbierają to twoi koledzy i koleżanki z pracy?
Po pierwsze, na pewno robię wszystko ostrożniej. Biegam wg. planów treningowych od początku mojej przygody. Wolę rozwijać się wolniej, ale zdrowo, mam świadomość jak łatwo złapać kontuzję, a jak ciężko ją wyleczyć. Po drugie, wiem jak ważna jest regeneracja, a jak często jest ona niestety pomijana przez nas amatorów. Po trzecie, nawet jak zdarzy się przeciążenie, to wiem jak sobie z nim poradzić
Podsumowując więc praca bardzo mi pomaga i jak mówiłam już wcześniej również motywuje. Koledzy, koleżanki z pracy i z otoczenia również mąż, nie mieli wyjścia żeby wytrzymać ze mną, musieli zacząć biegać. Nawet teść teraz biega, a Ci co jeszcze nie biegają jeszcze nie wiedzą że zaczną 🙂

Jak godzisz treningi z obowiązkami codziennymi?
Chcieć to móc. Zależy jaką mam w pracy zmianę. Często dzień wygląda tak, że trening robię o 5 rano, później zawożę swojego przedszkolaka na zajęcia, idę do pracy na pełen etat, a po niej mam czas dla rodziny. Z tego miejsca dziękuję mężowi za ogromne wsparcie, pomoc i wyrozumiałość. To jest bardzo ważne.

Twoje motto?
Mam 3:
• „Dobro dobrem wraca”,
• „Jeśli Bóg chce dać Ci prezent to opakowuje go w problem”,
• „Zwolnij na treningu, przyspiesz na zawodach”

Podchodzisz do biegania bardzo ambitnie. Już na koniec- cel na Chicago?
Spełnić z Wami swoje największe biegowe marzenie. Urwać 53 sekundy z życiówki z 10 kwietnia 2016 z maratonu w Wiedniu, czyli przekroczyć magiczną barierę złamania 3 godzin w maratonie.

Wierzymy, że będzie nawet więcej niż te 53 sekundy. Dziękujemy za rozmowę

Dziękuję 🙂

mm

Agnieszka Smoła

Doświadczony pedagog i coach. Od kilku lat z sukcesem prowadzi coaching indywidualny. Wspomaga klientów w poszerzeniu samoświadomości, wyrabianiu nowych nawyków, niwelowaniu siły blokujących przekonań, motywuje do osiągania wyznaczonych celów. Fascynuje ją zdrowy styl życia.

Gosia Pazda – Pozorska: bez żadnych przygotowań, ubrałam się i poszłam pobiegać
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *