Mikołaj Kubicz - bieganie pozwala mi czerpać radość z życia, spiropharm marathon project, spiropharm, spirolife, world majors, bieganie, maratonMikołaj Kubicz jest pierwszym uczestnikiem naszego projektu Spiropharm Marathon Project. Celem Mikołaja jest zaliczenie wszystkich maratonów wchodzących w skład cyklu Abbott World Marathon Majors. Pierwszy krok w tym kierunku wykonał w 2015 r., pokonując Berlin Marathon z czasem 03:13:30.

Spiropharm: Cześć Mikołaj, opowiedz nam coś o sobie. Kim jesteś? Czego pragniesz? Czego się boisz?

Człowiekiem, który chce realizować swoje marzenia i pasje, pragnącym doświadczać i żyć tak, by nie zmarnować czasu i ani jednego momentu. Bo tego marnowania chyba boję się najbardziej. Bieganie pozwala mi czerpać z życia do ostatniego tchu. Doświadczać każdej chwili, każdego oddechu. Z tego pragnienia narodził się projekt przebiegnięcia sześciu największych maratonów na świecie.

Ponieważ Maraton w Tokio już za nami, opowiedz nam o swoich doświadczeniach.

Po przylocie do Tokio od razu widać, że dla Japończyków bardzo ważne są detale w życiu. Przełożyło się to na samą organizację biegu, którą oceniam jako doskonałą. Przed startem, po przekroczeniu bramek maratończycy byli częstowani bananami, małymi pomidorami, izotonikiem i wodą oraz napojem z BCAA. Nie spotkałem się z takim serwisem w Berlinie, ani tym bardziej w Warszawie. Warto było przyjść wcześniej do strefy startowej, żeby zobaczyć biegaczy poprzebieranych w najdziwniejsze stroje typu ninja, gejsza, pomidor, truskawka, Mario i Luigi, itp. Ta egzotyka sprawia, że na chwilę zapominasz o stresie związanym ze startem.

A jak pogoda?

Rano było chłodno, ale znośnie, natomiast już podczas biegu świeciło mocne słońce często dzieląc drogę na miejsce słoneczne i zacienione, w którym można się było schować. Jak na maraton na przełomie lutego i marca to było naprawdę gorąco.

Wiemy już jak było na starcie, opowiedz nam coś o trasie. Czy organizatorzy tak samo dobrze zadbali o potrzeby uczestników?

Trasa biegu poprowadzona była przez najciekawsze miejsca w Tokio – od dzielnicy Asakusa. Zapamiętałem wielki posąg samuraja, żyrafy, wysokie budynki w dzielnicy. Czułem się bardzo fajnie, biegnąc ulicami, którymi dzień wcześniej spacerowałem jako turysta. Pierwsza część trasy była technicznie znacznie łatwiejsza od drugiej. Druga część to kilka podbiegów, skoncentrowanych zwłaszcza na ostatnich kilometrach. W pierwszej części było więcej picia, a w drugiej więcej jedzenia. Na trasie można było korzystać do woli z bananów i cytrusów, a także rozkoszować się pysznymi japońskimi bułeczkami z nadzieniem. W strefach nawadniania kolejność napojów zawsze była taka sama: najpierw izotonik, potem woda. Wszystko to było dostępne w dużych ilościach.

Jak oceniasz atmosferę maratonu? Kibice dopisali podobnie, jak w Berlinie?

Myślałem, że w Berlinie było dużo kibiców, ale mam wrażenie, że tu było ich dwa razy tyle! Na moje oko przynajmniej 2 miliony. Na żadnym z biegów nie spotkałem się z takim wsparciem czy pomocą zarówno od organizatorów, jak i od kibiców. Podczas biegu spotkałem ludzi z różnych stron świata w tym kilka osób z Polski. Atmosfera biegu i fantastyczny doping kibiców, sprawiły że zdecydowałem się biec, jak na mnie dość wolno, nie stresując się czasem, aby móc jak najwięcej doświadczyć.

Mój czas z Berlina to 3:13:30, w Tokio chciałem zmieścić się w 4 godzinach. Podczas całego maratonu z ust kibiców słyszałem przede wszystkim dwa słowa – MIKO i GANBARE, czyli japońskie „trzymaj się!” Słysząc wołanie „Miko” rozglądałam się za ekipą Spiropharm Marathon Project, która towarzyszyła mi na trasie. Udało nam się spotkać 3 razy, co potwierdza doskonałą organizację logistyczną pomiędzy poszczególnymi punktami pomiaru czasu. Bardzo chciałem podziękować tej ekipie za wsparcie i pozytywną energię. Dodawało mi to dużo siły.

Co zaskoczyło cię na mecie? 

Na mecie większość osób siadała na ziemi i relaksowała się na słońcu. Po tym krótkim odpoczynku, odbieraliśmy piękne medale oraz ręczniki finiszera, kolejna nowość, z którą dotychczas nie spotkałem się na żadnym z biegów. Następnie przechodziliśmy przez świetnie przygotowane stanowiska wydające jedzenie i picie – do hali, gdzie zgromadzone były depozyty. Można było skorzystać z pomocy stacji medycznych, masaży itd. Sporo wolontariuszy mówiło po angielsku. Na koniec obejrzałem ceremonię wręczenia medali i nagród.

Sprawiasz wrażenie zadowolonego z udziału w tokijskim maratonie.

Na mecie, pomimo tego, że biegłem poniżej swoich możliwości, czułem satysfakcję z ukończenia maratonu i z obserwowania radości na twarzach kończących bieg. Jestem pod wielkim wrażeniem i już myślę, żeby pobiec w nim jeszcze raz! Tokio i Japończykami jestem tak zachwycony, że na pewno wrócę tu jak najszybciej.

Dziękujemy za rozmowę.

Arigato!

mm

Agnieszka Smoła

Doświadczony pedagog i coach. Od kilku lat z sukcesem prowadzi coaching indywidualny. Wspomaga klientów w poszerzeniu samoświadomości, wyrabianiu nowych nawyków, niwelowaniu siły blokujących przekonań, motywuje do osiągania wyznaczonych celów. Fascynuje ją zdrowy styl życia.

Mikołaj Kubicz – bieganie pozwala mi czerpać radość z życia
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *