Przed oczyma mam metę w Bostonie, tłum kibicujących osób i uczucie radości. Pobiegnę tam życiówkę; maraton, bieganie, biegaczka, boston,

Z Basią Karwan ruszamy do Bostonu. Uczestniczka Spiropharm Marathon Project już w kwietniu pobiegnie w najsłynniejszym World Marathon Majors. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Basią, opowiada o magii biegania, bułkach na Ironmanie i sposobach na sukces.

Spiropharm: Pytanie na rozgrzewkę. Jak to wszystko się zaczęło? Skąd się w twoim życiu wzięło bieganie?

Basia Karwan: Sport jest częścią mojego życia, towarzyszył mi od najmłodszych lat. Będąc dzieckiem, uwielbiałam grać w koszykówkę, ale moje warunki fizyczne nie do końca pozwalały mi realizować siebie w tym sporcie. Jeszcze na studiach trenowałam koszykówkę w akademickim klubie sportowym, ale potem gdzieś to wygasło, a pojawiło się bieganie. Biegać każdy może, w każdym momencie i o każdej porze. Po obejrzeniu filmiku z zawodów Ironman, stwierdziłam, że triathlon jest dla osób szalonych, niezniszczalnych, ale może kiedyś udałoby się taki maraton przebiec.

Maraton dla twardzieli. Obejrzałaś i… wystartowałaś w zawodach Ironman 70.3 mimo tego, że biegasz stosunkowo niedługo. 

Od roku trenuję z trenerem Jerzym Lipczyńskim na poważnie, a biegam od około 3 lat. Start w zawodach z cyklu Ironman 70.3 był długo skrywaną tajemnicą. Ustaliliśmy z trenerem, że wystartujemy w kilku mniejszych triathlonach, by sprawdzić, czy dam sobie radę. Przygotowując się do maratonu, kupiłam trenażer, rower, piankę i cały ekwipunek triathlonisty.  Była to forma urozmaicenia treningu. Tak urozmaiciłam trening, że w Radkowie zajęłam 3 miejsce w 1/4 Ironman, 2016 r.

I to wtedy uwierzyłaś?

Dokładnie. Cały czas motywowana zaczęłam wierzyć w to, że Ironman w Gdyni jest w moim zasięgu. Długie rozmowy doprowadziły do decyzji o starcie w nim. Uważam to za jeden z moich większych sukcesów.

A propos sukcesów. Pochwal się innymi.

Jestem dumna z udziału w maratonie w Krakowie w maju ubiegłego roku, gdzie chciałam uzyskać czas, który zakwalifikuje mnie do maratonu w Bostonie. Poza tym 2 miejsce w kategorii 15 km, 2016 r. w Niepołomicach; 3 miejsce w kategorii, 1/4 Ironman, 2016 r. w Radkowie; 1 miejsce open kobiet, półmaraton górski, 2016 r. w Zdzieszowicach; 1 miejsce open kobiet, 10,8 km, 2016 r. w Niepołomicach, 3 miejsce w kategorii półmaraton, 2016 r. Liszki.

Jakie bieganie lubisz?

Preferuję biegi uliczne, ale zdarzyło mi się startować w krótkich biegach górskich. W przyszłości chciałabym ukończyć cykl głównych maratonów świata World Marathon Majors oraz wystartować na pełnym dystansie Ironman.

Jesteś pod kontrolą trenera. Jak wyglądają twoje treningi?

Wszystko co robię jest objęte planem. Cyklicznie jestem testowana i poddawana ocenie postępów. Odkąd rozpoczęłam współpracę z trenerem, zaczęłam trenować z pulsometrem i nauczyłam się biegać mądrze. Dowiedziałam się, że jestem typowym ekstrawertykiem i gdy zdarza mi się zrobić coś za szybko czy zbyt intensywnie, dostaję od trenera po głowie. Wiedza trenera sprawia, że trenuję bardziej świadomie i potrafię kontrolować to, co dzieje się z moim ciałem. Dobrze mieć przy sobie kogoś, kto wie wszystko o procesie treningowym, ja wtedy mogę skupić się na realizacji stawianych przede mną celów.

Czy to trener daje ci kopa do działania? Motywuje?

Jestem zadaniowcem. Motywują mnie cele, wyzwania, dążenie do realizacji marzeń. Nauczyłam się dzięki trenerowi, że w drodze do celu musimy wyznaczać sobie zadania pośrednie. Nie uczymy się jako dzieci czytać całymi zdaniami lecz zaczynamy od składania liter.

Brzmi znajomo. W Spiropharm też pracujemy z klientami metodą kaizen, czyli małych kroków.

Nie można startować w zawodach pływackich, jeśli nie umiemy pływać. To bardzo ważne zarówno w sporcie, jak i w życiu, by robić wszystko metodycznie. Usłyszałam kiedyś, że cel musi być jak punkt na horyzoncie, widać go, ale dotarcie do niego zajmuje trochę czasu. Droga jaka dzieli mnie od realizacji zadania sprawia, że każdego dnia wstaję z determinacją i chęcią do działania.

Wstajesz i trenujesz. Jak godzisz treningi z obowiązkami codziennymi? Na przykład z pracą stomatologa lub z innymi zainteresowaniami?

Uważam, że jeżeli się czegoś naprawdę pragnie, to czas też się znajdzie, trzeba tylko być zorganizowanym i wiedzieć czego się chce. Tata zaraził mnie pasją do gór. W zeszłym roku w marcu zdobyliśmy dach Afryki i emocje, które towarzyszyły nam na szczycie były niezapomniane i nie do opisania. Górskie projekty w głowie mam, a czas pokaże co z tego wyjdzie.

Czasami ciężko jest się zmobilizować i zmotywować po całym dniu pracy, ale tutaj siła tkwi w ludziach, którzy marzą i chcą realizować swoje marzenia. Arnold Schwarzenegger kiedyś powiedział: „Kiedy imprezujesz, wygłupiasz się, ktoś gdzieś indziej, w tym samym momencie, ciężko pracuje. Ktoś staje się mądrzejszy, ktoś wygrywa!”.

Mądre i motywujące. Pasuje na motto.

Ja mam takie – „think like a bumblebee, train like a racehorse.”

Myśl jak trzmiel, trenuj jak koń wyścigowy

To motto towarzyszy mi odkąd poznałam Jurka. Krąży plotka, że jakiś czas temu naukowcy z NASA zabrali się za badanie trzmieli, gdyż uważali, że muszą one kryć jakąś tajemnice lotu, która pozwoli ludziom na pokonywanie przestrzeni w kosmosie. Badali, szukali, oceniali i doszli do wniosku, że trzmiele latać nie mogą. Na szczęście trzmielom nikt o tym nie powiedział i nadal uważają to za najbardziej oczywistą formę ruchu. Druga część motta to sposób w jaki podchodzę do treningu. Staram się zrozumieć dlaczego trenuję tak, a nie inaczej. Nie szukam wymówek i usprawiedliwień, by nie pójść na trening. Zupełnie jak konie wyścigowe, które za dużego wyboru nie mają 🙂

Koledzy i koleżanki z pracy podziwiają, zazdroszczą, wspierają?

Zazwyczaj po długich treningach czy wyczerpujących zawodach spotykam się z „wielkimi oczami” i zdziwieniem, że miałam na to siły i nie zajęło to dwóch dni. Ale ogólnie zawsze bardzo mnie wspierają i mocno dopingują.

Zmieniłaś się pod wpływem sportu?

W pracy jestem dokładna i skrupulatna, często muszę być cierpliwa. Uważam, że sport tego mnie nauczył. Każdy kto miał do czynienia ze sportem zmienia się i dojrzewa, a następnie zasady te przekłada na codzienne życie.

Dlaczego Spiropharm Marathon Project?

Marzenie o starcie w Bostonie jest w mojej głowie od dłuższego czasu. W zeszłym roku startowałam w 3 maratonach, aby uzyskać czas, który pozwoliłby mi się zakwalifikować do Bostonu. Niestety, zabrakło 3 minut. Tak niewiele, a zarazem tak dużo. I zobaczyłam, że prowadzicie projekt Spiropharm Marathon Majors. Nie zastanawiałam się zbyt długo, nagrałam zgłoszenie i wysłałam.

I udało się. Powiedziałaś, że po przekroczeniu mety w Bostonie, świat nigdy nie będzie taki sam. Co masz na myśli?

Uważam, że maraton bostoński ma w sobie jakąś magię. Cała jego historia jest niesamowita. Pierwszy maraton na świecie, pierwsze rywalizacje, które się tam odbyły, pierwsza kobieta startująca i historia Ricka i Dicka Hoyta też związana z tym maratonem.

Team Hoyt. To wzruszająca i inspirująca historia.
Ojciec, który ze swym sparaliżowanym synem Rickiem od kilkudziesięciu lat startuje w maratonach i triathlonach. Gdy biegną ojciec pcha wózek, gdy jadą na rowerze, Rick siedzi w „koszyku” przed kierownicą, a gdy wypływają na ocean, ojciec przenosi syna do pontonu i holuje go na 1,5-metrowej linie.
Boston na chwilę obecną to moje największe marzenie sportowe. Jestem przekonana, że będzie to dla mnie niesamowite przeżycie i  podróż. Jestem Wam ogromnie wdzięczna, że dajecie mi możliwość odbycia jej. Boston na chwilę obecną to moje największe marzenie sportowe. Jestem przekonana, że będzie to dla mnie niesamowite przeżycie i  podróż. Jestem Wam ogromnie wdzięczna, że dajecie mi możliwość odbycia jej.

Rekrutację prowadziliśmy pod hasłem – opowiedz nam swoją historię i spełnij marzenie o starcie w maratonie. Wiemy już, że Boston jest Twoim marzeniem, a Twoja historia?

Kilka lat temu obejrzałam film zatytułowany „Saint Ralph”. Jest o chłopcu, który uwierzył, że jeżeli będzie ciężko pracował uda mu się wygrać maraton w Bostonie. Zainspirowała mnie ta historia lecz nie od razu podjęłam pracę, by zrealizować marzenie. Jakiś czas temu wróciłam do tego filmu, a  chęć przebiegnięcia 42.2 km na nowo we mnie odżyła. Zaczęłam biegać sama dla siebie i sprawiało mi to ogromną radość.

Przyjemność i radość. Może o to chodzi w bieganiu?

Myślę, że w tym tkwi cały sekret. Czasy, trasy, kolejne biegi to wszystko jest istotne, lecz często ludzie zapominają o uczuciu jakie towarzyszy im na samym początku przygody. Ja uwielbiam wracać do takich treningów, kiedy nie patrzę na zegarek, a jedynie czerpię radość z pokonywania kolejnych kilometrów bez większego wysiłku, obcując z przyrodą czy innymi ludźmi.

A zabawne historie związane z bieganiem?

To było na zawodach Ironmana w Gdyni. Wiedząc jaki ogromny wysiłek mnie czeka i znając swój organizm, musiałam przygotować na trasę odżywki, żele, wodę. Niestety, żele nie zaspakajają potrzeb mojego żołądka i stwierdziłam, że przygotuję bułki, które przyczepiłam do kierownicy. Byłam chyba jedyną osobą na trasie z takim pomysłem, więc nie obyło się bez komentarzy ze strony osób mnie wyprzedzających typu „daj gryza” lub „z czym masz?”.

A kryzysy? Zdarzają się? Jak sobie z nimi radzisz?

A czy widzieliście moje zdjęcie z mety maratonu? (śmiech). Czy wyglądam jakbym sobie z tym radziła?  A tak na poważnie, to staram się przypomnieć sobie ile pracy już włożyłam, po co tak naprawdę to robię. Od niedawna pracuję nad technikami wizualizacji i w ciężkich momentach przed oczyma mam metę w Bostonie, tłum kibicujących osób i uczucie radości jakie mi towarzyszy po każdych ciężkich zawodach.

Cel na Boston?

Celem samym w sobie była kwalifikacja na maraton w Bostonie. Dzięki Wam stanę na jego starcie. Ale jestem wobec siebie bardzo wymagająca i nie wyobrażam sobie, że nie pobiegnę tam życiówki. Jakie piękniejsze wspomnienie z maratonu za oceanem mogę przywieźć?

mm

Ewa Stępień

Certyfikowany trener i coach. Ma za sobą kilkanaście lat pracy w mediach jako dziennikarz medyczny. Zdrowym odżywianiem fascynuje się od kilku lat. Ukończyła kurs dietetyki. Trenuje tai-chi, biega i pływa. Autorka wielu tekstów na temat zdrowego stylu życia na łamach czasopism takich jak Benefit i Focus oraz portalu polki.pl. Zarówno u siebie, jak i u innych skupia się na mocnych stronach. Dostrzega drobne, codzienne sukcesy. Jako health partner pracuje w programie Spirolife Slim oraz Spirolife Active.

Przed oczyma mam metę w Bostonie, tłum kibicujących osób i uczucie radości
Udostępnij
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *